Pomysł stworzenia miejsca przyjaznego kamperom dojrzewał w nas od wielu lat. Caravaning i podróże to nie tylko nasze hobby, ale przede wszystkim styl życia. Moja przygoda z biwakowaniem zaczęła się już w wieku ośmiu lat, kiedy razem z rodzicami spędzałem wakacje na campingach i w trasie. To właśnie wtedy narodziła się pasja do odkrywania nowych miejsc i życia bliżej natury.
Dwanaście lat temu do tej przygody dołączyła Kasia. Wspólnie przemierzyliśmy spory kawałek Europy autem terenowym, a od dziesięciu lat podróżujemy kamperem. Każda kolejna wyprawa utwierdzała nas w przekonaniu, że wolność, jaką daje podróżowanie na własnych zasadach, jest czymś wyjątkowym.
Jeszcze kilka lat temu mogliśmy pozwolić sobie na dwutygodniowe wyjazdy praktycznie co miesiąc. Trzy lata temu postanowiliśmy jednak pójść o krok dalej i zamieszkaliśmy w kamperze na stałe. Od tego czasu podróżujemy nieprzerwanie – zimą uciekamy na południe Europy, a latem kierujemy się na północ. Mimo życia w drodze cały czas pracujemy zawodowo. Mamy to szczęście, że oboje możemy wykonywać swoje obowiązki zdalnie. Kasia zajmuje się księgowością, a ja reklamą internetową oraz administracją portali turystycznych.
Choć taki sposób życia bardzo nam odpowiada, gdzieś z tyłu głowy zawsze towarzyszyło nam marzenie o stworzeniu własnego miejsca dla podróżników. Miejsca, do którego sami chcielibyśmy przyjechać podczas swoich wypraw – spokojnego, bliskiego naturze i stworzonego przez ludzi, którzy doskonale rozumieją potrzeby kamperowców.
Impulsem do działania było obejrzenie kilku siedlisk na Warmii i Mazurach. Niestety okazało się, że większość z nich przekracza nasze możliwości finansowe, a nie chcieliśmy sprzedawać mieszkania we Wrocławiu. Zaczęliśmy więc szukać dalej, kierując uwagę na Podlasie i Lubelszczyznę.
Przez wiele miesięcy obejrzeliśmy naprawdę sporo nieruchomości. W trzech przypadkach byliśmy już bardzo blisko finalizacji zakupu, jednak za każdym razem pojawiała się jakaś przeszkoda, która przekreślała plany. Dziś możemy powiedzieć, że warto było czekać.
W końcu trafiliśmy do Dominiczyna. To miejsce może nie jest idealne, ale spośród wszystkich obejrzanych siedlisk okazało się najlepszym wyborem i mieściło się w naszym budżecie. Siedlisko położone jest na skraju niewielkiej wsi, otoczonej lasami ze wszystkich stron. Do dyspozycji mamy blisko 70 arów terenu oraz dom, który nie wymaga natychmiastowego remontu za fortunę. Dodatkowym atutem jest bliskość Poleskiego Parku Narodowego – jednego z najbardziej malowniczych i dzikich zakątków tej części Polski.
Negocjacje nie należały do łatwych, ale ostatecznie zakończyły się podpisaniem aktu sprzedaży u notariusza. Na razie jest to umowa warunkowa, ponieważ korzystamy z uproszczonej procedury KOWR. Traktujemy to jednak jako formalność i już przygotowujemy się do pierwszych prac porządkowych. Przed nami koszenie trawy, porządkowanie terenu, a po finalnym zamknięciu wszystkich formalności rozpoczniemy budowę infrastruktury dla kamperów.
To dopiero początek naszej nowej przygody. Przed nami dużo pracy, wiele wyzwań i zapewne niejedna niespodzianka, ale jesteśmy przekonani, że warto. Mamy nadzieję stworzyć miejsce, w którym każdy podróżnik będzie mógł na chwilę zwolnić, odpocząć i poczuć klimat prawdziwej wolności, którą daje życie w drodze.
A jak wygląda to wszystko dzisiaj? Zobaczcie sami na zdjęciach. Zdjęcie tytułowe, to nasz plan na wykończenie domu.































Zostaw odpowiedź